Najprostsze i najbardziej naturalne desery smakują najlepiej. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem ich fanką. Mimo tego, że lubię pyszności bardziej skomplikowane, dobre ciasta, nie odmówię pysznego tortu, czy bezy. Ale tutaj prezentuję coś naprawdę… naprawdę prostego i ochładzającego na zbliżające się gorące dni. Bazą dla tego deseru jest jogurt.

Jogurt powstaje z mleka (najczęściej od krowy) poddanego procesowi fermentacji za pomocą odpowiednich żywych bakterii zostaje ono przetworzone w gęstą substancję jogurtem właśnie zwaną. Ale przecież wszyscy to wiemy. Proces ten powoduje, że zwiększa się przyswajalność wapnia, żelaza, witaminy B12 oraz kwasu foliowego.

Ponadto, wyczytałam że podczas fermentacji rozpada się laktoza. Produkty fermentowane mają właściwości probiotyczne, co oznacza, że żywe kultury bakterii dbają o przewód pokarmowy, uszczelniają też barierę jelitową przed przenikaniem bakterii patogennych do organizmu przez co rzadziej dochodzi do reakcji zapalnych, a ponoć uważa się, że to one są przyczyną tzw. insulinooporności. Bakterie probiotyczne zapobiegają też odkładaniu się tkanki tłuszczowej.. ot co! Same korzyści…

Wracając zaś do deseru. Moja wersja tego jogurtowego przysmaku zawierała oprócz jogurtu: nasiona słonecznika, wiórki kokosowe, jagody w syropie, banana, czekoladę ciemną, liść mięty.

Najlepiej spałaszować zaraz po przygotowaniu. Bardzo lubię takie proste życie. Najbardziej mnie cieszy.

<Bo przecież darem Boga jest to, że człowiek może jeść i pić, i przy całym trudzie oglądać to, co dobre.>Kaznodziei 3:12